Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

CwanaRyba

Artykuły

Ocena użytkowników:  / 7
SłabyŚwietny 

 




1. Wstęp

 Połów śledzi dla większości ludzi kojarzy się z dalekomorskimi wyprawami na kutrach czy też innych jednostkach pływających przeznaczonych do połowu ryb. Ich ładownie zapełniane są śledziami pochodzącymi z sieci rybackich i takie właśnie śledzie w większości przypadków trafiają do naszych sklepów rybnych pod postacią surową lub też przetworzoną – np. koreczki śledziowe. Nie każdy jednak wie, że w pewnych okresach roku śledzie można łowić również sportowo blisko brzegu na zwykłą wędkę.

Metoda połowu śledzi z brzegu ma swoich zwolenników jak i przeciwników. Wielu wędkarzy nie zalicza jej w ogóle do wędkarstwa. Po pierwsze kontrowersyjna może się tu wydawać ilość haków w zestawach śledziowych – polskie prawo dopuszcza ich aż 5. Po drugie, łowiąc śledzie tą metodą, zawsze ma miejsce pewien procent zacięć przypadkowych – nie za pysk, ale za grzbiet, czy też ogon. Wydaje się to mało humanitarne. Pamiętajmy jednak, że podobna sytuacja ma miejsce, także w przypadku połowu dorsza z kutra. Często zdarza się wyciągnięcie dorsza, który nie zaatakował pilkera, a jedynie został zacięty umocowaną do niego kotwicą np. za płetwę grzbietową. O takich przypadkach jednak mało kto mówi i mało kto je neguje.

Pisząc powyższe nie mam zamiaru krytykować czy też zachwalać tej dziedziny wędkarstwa. Jest ona dozwolona, praktykowana i niech każdy sam oceni czy mu ona odpowiada, czy nie. Jeśli ktoś wędkuje tylko i wyłącznie stosując się do zasady „złów i wypuść” lub ewentualnie „złów, zrób zdjęcie i wypuść” to połów śledzi zdecydowanie nie jest dla niego. Nie czarujmy się, na śledzie jeździ się po to, by ich nałowić w celach konsumpcyjnych. Celem natomiast mojego artykułu ma być przekazanie doświadczenia umożliwiającego zwiększenie efektywności połowu. Podkreślam, że wszystkie informacje zawarte poniżej są moimi własnymi spostrzeżeniami i wnioskami wyciągniętymi z własnych wypraw. Każdy, kto łowił śledzie w innych miejscach, może mieć zupełnie inne spostrzeżenia, co wcale nie musi oznaczać, że moje czy jego wnioski są błędne. Po prostu ich różnice mogą wynikać ze specyfiki miejsc czy też zupełnie innych czynników.

 

2. Kwestie prawne

 

Do sportowego połowu śledzi i innych ryb morskich uprawnia zezwolenie morskie wydawane przez Okręgowe Inspektoraty Rybołówstwa Morskiego w Szczecinie, Słupsku lub w Gdyni (stosownie do art. 28 ustawy z dnia 19 lutego 2004 o rybołówstwie – Dz.U. Nr 62, poz. 574 z późn. zm., szczegóły TUTAJ). Od 2007 roku zezwolenie na 12 miesięcy kosztuje 49zł, a na okres jednego miesiąca – 16zł (korzystne dla tych, którzy kontakt z morzem mają jedynie podczas urlopu). Nie posiadając jednak zezwolenia morskiego, warto zorientować się (często źródłem takich informacji może być najbliższy sklep wędkarski), czy obszar morski, w którym chcemy łowić, nie jest objęty porozumieniem stron np. z PZW. Przykładowo na mocy porozumienia pomiędzy Okręgowym Inspektoratem Rybołówstwa Morskiego w Gdyni oraz Kapitanatem Portu w Gdańsku z PZW Gdańsk wędkarze, którzy opłacili na rok bieżący składkę członkowską wykupioną w Okręgu Gdańskim, mają prawo wędkować bez konieczności wykupu zezwolenia morskiego na wymienionych w porozumieniu wodach morskich (szczegóły TUTAJ).

Sposób i warunki prowadzenia połowów morskich określa rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 9 lipca 2004 w sprawie szczegółowego sposobu i warunków prowadzenia połowów w celach sportowo-rekreacyjnych oraz wzorów sportowych zezwoleń połowowych (Dz.U. Nr 164, poz. 1725 – szczegóły TUTAJ).

Należy zwrócić uwagę, że zarządzenia poszczególnych Inspektoratów mogą być różne. Przykładowo, na obszarze wód Zatoki Gdańskiej zarządzanych przez Inspektorat Rybołówstwa Morskiego w Gdyni śledź nie ma ani okresu, ani wymiaru ochronnego (szczegóły TUTAJ). Na morskich wodach wewnętrznych w granicach wód portów morskich w Darłowie, Dźwirzynie, Kołobrzegu, Łebie, Rowach i Ustce obowiązuje z kolei wymiar ochronny śledzia 16cm nałożony przez Inspektorat Rybołówstwa Morskiego w Słupsku (Dz.U. Województwa Zachodniopomorskiego Nr 52, Poz. 955 – szczegóły TUTAJ). Niezależnie jednak od Inspektoratu wprowadzony został dzienny limit połowowy, który dla śledzi wynosi 10kg.

Pamiętać trzeba również, że akty prawne i zarządzenia mogą się zmieniać w czasie. Oczywiście trudno jest je kontrolować przed każdą wyprawą. Rozpoczynając jednak sezon wędkarski warto jest sprawdzić, czy coś od minionego roku się nie zmieniło lub też czy na danym łowisku nie zostały wprowadzone jakieś okresowe ograniczenia. Najlepszym tego przykładem może być Zarządzenie Nr 1/2010 Okręgowego Inspektora Rybołówstwa Morskiego w Słupsku wydane 18 marca 2010, które w związku z przeprowadzanym zarybianiem zakazuje prowadzenia wędkarskich połowów sportowo-rekreacyjnych: – na wodach portu w Kołobrzegu od 7 kwietnia do 28 maja 2010; – na wodach portu Darłowo od 10 do 31 maja 2010.

 

3. Kiedy łowić

 

Pojedyncze śledzie w strefach przybrzeżnych Bałtyku można zaobserwować praktycznie przez cały rok. Bez względu na to czy jest to wiosna, lato czy jesień, jak się człowiek uprze i będzie rzucał zestawem śledziowym w nieskończoność, przy odrobinie szczęścia tego jednego zabłąkanego śledzia w końcu złowi. Nas jednak interesuje okres, kiedy to pojawiają się całe ławice śledzi, kiedy jest ich zatrzęsienie. Mowa tu o okresie, wpływania śledzi do portów czy też ujść rzek (uchodzących do morza) w celu odbycia tarła. Oczywiście nie da się tego momentu określić precyzyjnie, z wyprzedzeniem. Z moich obserwacji jednak wynika, że takim okresem jest przede wszystkim pierwsza połowa kwietnia.

Wpłynięcie śledzi do strefy przybrzeżnej podzieliłbym na 3 etapy: przypływ, szczyt brań i odpływ. Początkowo pojawiają się pojedyncze sztuki, brania są rzadkie, jednak może być to już sygnałem o zbliżającej się ławicy. Każdego następnego dnia wpływa coraz więcej śledzi aż do kulminacyjnego momentu, kiedy to trudno jest nadążyć ze zdejmowaniem ich z haków. Wówczas nie ma znaczenia jaki zestaw będzie zastosowany, bowiem śledzie będą atakowały wszystko, co popadnie, co tylko się trochę błyszczy. Jedynie zależnie od zestawu będzie tych ataków więcej lub mniej, będą częstsze lub rzadsze i w związku z tym dopuszczalne 10kg w ciągu jednego dnia złowimy szybciej lub wolniej. Śledzie łowione w tych dniach są wręcz przepełnione ikrą i mleczem, który przy zdejmowaniu z haków leje się po palcach. Następnie ilość brań sukcesywnie słabnie, łowione wówczas śledzie mają już bardzo mało mleczu i ikry albo nie mają ich wcale. Oznacza to zbliżający się koniec tarła i zapowiedź odpłynięcia śledzi z powrotem do morza.

Okres utrzymywania się ławicy w jednym miejscu z reguły trwa ok. 2 tygodni (licząc od pojawienia się pierwszych sztuk przed rozpoczęciem tarła, aż po moment odpływania ostatnich sztuk po tarle). Nie oznacza to jednak, że we wszystkich miejscowościach nadmorskich okres ten jest dokładnie w tym samym czasie. W 2009 roku miałem informacje od kolegi o „szaleństwie” śledziowym w pierwszych dniach kwietnia w Łebie. Dopiero dwa tygodnie później, a dokładnie 15 i 16 kwietnia, podobnie można było łowić śledzie w Nowym Porcie w Gdańsku. W tych dniach każde zanurzenie zestawu na kilka sekund oznaczało wyciągnięcie min. 3 śledzi. W 2010 roku w Nowym Porcie szczyt połowu śledzi miał miejsce w dniach 7-9 kwietnia, jednak ich ilość była o wiele mniejsza niż rok wcześniej. Tym razem bowiem prawdziwe Eldorado śledziowe mogli przeżyć wędkarze na Górkach Zachodnich w Gdańsku w dniach 10-18 kwietnia.


 

4. Gdzie łowić

 

Miejscem połowu śledzi będą wszelkiego rodzaju pirsy w portach, falochrony, różne budowle wychodzące w morze lub też znajdujące się przy ujściach rzek do morza. Trudno by było wymienić tu wszystkie takie lokalizacje, myślę, że jest to niemożliwe. Tym nie mniej posłużę się może kilkoma przykładami takich, z którymi miałem do czynienia osobiście – albo z racji miejsca zamieszkania, albo z racji spędzanego w nich urlopu.

Pirs przy Kapitanacie Portu w Nowym Porcie w Gdańsku. Znajduje się on obok bazy promowej, z której odpływa prom Polferries do Nynashamn. Pirs ten sąsiaduje z eleganckim deptakiem, będącym miejscem porannych jak i wieczornych spacerów miejscowych mieszkańców oraz turystów oczekujących na odprawę celną. Ponadto mamy tu wiele ławeczek jak również spory parking, z którego do miejsca połowu jest zaledwie kilka metrów [fot. 1a, b].

a) b)

Fot. 1 – Pirs oraz deptak przy Kapitanacie Portu w Nowym Porcie w Gdańsku.

 

W szczytowym śledziowym okresie na dostępnym odcinku tego pirsu o długości ok. 200m potrafi wędkować nawet 150-200 wędkarzy jednocześnie i, co ciekawe, każdy z nich jest w stanie złowić upragnione wiaderko śledzi. Wprawdzie w mniejszym stopniu, ale pirs ten jest oblegany praktycznie przez cały rok. Jest on miejscem połowów flądry, babki byczej (która przy zastosowaniu odp. przynęty potrafi mieć tutaj konsumpcyjny rozmiar) jak również sporadycznie trafić się może dorsz, szczupak, sandacz czy okoń.

Kaszyca na Górkach Zachodnich w Gdańsku. Mała, sztuczna budowla betonowa u ujścia Wisły Śmiałej. Jest to wąski betonowy pas, na którym ciężko się nawet wyminąć z innym wędkarzem (szczególnie jeśli jeden jeszcze trzyma wędkę, a drugi już wraca z pełnym wiaderkiem) [fot. 2a, b]. Kierując wędkę w stronę ujścia rzeki za plecami mamy ułożone kamienie stanowiące element konstrukcyjny kaszycy. Rozbijają one fale, a jednocześnie determinują kierunek rzutów zestawów. Wybierając się tu koniecznie trzeba mieć założone spodniobuty, wodery lub przynajmniej jakieś nieprzemakalne spodnie i kalosze. Wszystko to w prawdzie ogranicza do pewnego stopnia swobodę ruchów (która na tak wąskim pasie jest wyjątkowo odczuwalna), ale daje komfort, jakim jest ochrona przed wodą pryskającą przy każdej fali. Od poziomu kaszycy do poziomu wody oddziela nas odcinek jedynie ok. 20-30cm. Fale więc potrafią co chwilę zalewać całą jej konstrukcję. Warto mieć tu przy sobie również nieprzewiewną odzież czy ciepłą czapkę, ponieważ nawet w bezwietrzny dzień wiatr potrafi tu ostro dawać się we znaki.

a) b)

Fot. 2 – Kaszyca na Górkach Zachodnich w Gdańsku.

 

Mimo trudności związanych z konstrukcją budowli i panującymi tu warunkami, a tym samym wymuszonymi pewnymi zachowaniami, jest to świetne miejsce dające wyjątkowo dobre efekty połowów w krótkim czasie. Dodatkową jego wadą jednak jest oddalenie od najbliższego przystanku autobusowego o ok. 3km, a do najbliższego miejsca parkingowego mamy do przejścia ok. 300m.

Pirs przy Skwerze Kościuszki w Gdyni. Najbliższym i najbardziej charakterystycznym obiektem, dzięki któremu możemy tu trafić, jest chyba Oceanarium. Pirs ten jest tuż za nim, wraz z parkingiem, gdzie bez problemu zaparkujemy nasz samochód [fot. 3a, b].

a) b)

 Fot. 3 – Pirs przy Skwerze Kościuszki w Gdyni.

 

Jest to dobre miejsce do połowu wszelakich ryb morskich, np. śledzi w kwietniu czy belony w maju.

Wejście do portu w Darłówku. Darłówko stało się od kilku lat moim ulubionym miejscem urlopowym. Każdego roku staram się przynajmniej jeden tydzień urlopu spędzić właśnie w tej miejscowości. Fakt, iż od Darłówka zaczęła się moja przygoda z wędkarstwem morskim oraz wyjątkowy jego klimat sprzyjający wędkarstwu sprawiają, że zawsze będę tu powracać z sentymentem.

a) b)
c)

 Fot. 4 – Wejście do portu w Darłówku (a) oraz same „główki”: zachodnia (b) i wschodnia (c).

 

Na uwidocznionych na zdjęciach „główkach” u wejścia do portu w Darłówku [fot. 4a-c] próbowałem złowić śledzia każdego roku i jeszcze nigdy mi się to nie udało. Wynika to jednak z faktu, iż swój urlop spędzałem tu zawsze w lipcu. Zarzucając w tym czasie zestaw śledziowy udawało mi się łowić jednego roku tubisy, drugiego belony, a w zeszłym roku nawet okonie. Tym nie mniej wystarczy wpisać np. w serwisie YouTube hasło „połów śledzi”, a bez problemu znajdziemy filmy kręcone podczas połowu śledzi właśnie w Darłówku. Nawet jeśli w opisie filmu nie będzie informacji o miejscu połowu, wejście do portu w Darłówku jest tak charakterystyczne, że poznamy je już w pierwszych kadrach filmu. Nie sposób pomylić go z żadnym innym.

 


 

 

5. Potrzebny sprzęt

 

By rozpocząć połów śledzi potrzebne nam będzie oczywiście wędzisko z kołowrotkiem oraz zestaw śledziowy. Jeśli chodzi o kołowrotek i wędzisko nie ma tu specjalnych wymagań. Osobiście jestem przeciwnikiem w tym przypadku inwestowania w drogi sprzęt. Śledzie podczas połowu tracą ogromną ilość łuski, która będzie oblepiać praktycznie wszystko – ręce, ubranie, wędzisko, kołowrotek, łuska będzie wokół całego naszego stanowiska. Warto jest mieć pod ręką jakąś szmatę, by nadmiar łuski ścierać z wędki, póki jest jeszcze mokra, bowiem jak przyschnie, jej usunięcie stanie się kłopotliwe. Niestety, przy połowie śledzi często liczy się szybkość i na takie ścieranie możemy nie mieć po prostu czasu. Dlatego też sugeruję używanie jak najtańszego sprzętu. Niezależnie od tego, czy to będzie przelotówka teleskopowa, składany spinning, czy też w niektórych przypadkach nawet zwykły bat, niech będzie to sprzęt niedrogi, by nam później nie było żal, gdy zostanie po prostu zniszczony. Dokładnie to samo tyczy się kołowrotka.

Warto jest też przemyśleć zakup uniwersalnego sprzętu, który będzie nam służył zarówno do połowu śledzi jak i w późniejszym okresie belony metodą spławikową. Belona bowiem po wyholowaniu gubi jeszcze większą ilość łuski mogąc również doprowadzić nasz sprzęt do znacznego podniszczenia. Uważam, że po prostu wskazane jest mieć co najmniej jedno niedrogie wędzisko służące do „brudnych” połowów obu wspomnianych ryb, które jeśli ulegnie zniszczeniu nie spowoduje znacznej straty.

Wędzisko jednak musimy dobrać do miejsca, w którym zamierzamy łowić pod względem długości. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia pirsu w Nowym Porcie czy też wejścia do portu w Darłówku, by domyślnie założyć, że w tych miejscach będzie potrzebne raczej wędzisko dłuższe. W końcu mając śledzie na hakach trzeba je podnieść kilka metrów w górę. W przypadku natomiast niskiej kaszycy na Górkach Zachodnich (z której poziomu do lustra wody jest mniej niż pół metra), gdy śledź bierze przy samej jej konstrukcji, wskazana jest wędka krótka, a nawet niedługi bat.

Nie znając do końca miejsca, w którym mamy zamiar łowić śledzie, warto zabrać ze sobą dwie wędki. Mogą to być np. przelotówki o dł. 3,6m i 2,7m. Zależnie od konstrukcji nabrzeża, jego wysokości, różnicy poziomów między nabrzeżem, a wodą oraz od odległości, na którą będziemy rzucać nasz zestaw użyjemy wędki krótszej lub dłuższej. Charakterystyka miejsca połowu śledzi w dużo większym stopniu będzie miała wpływ na użyty przez nas zestaw śledziowy. Właśnie na nim proponuję skupić największa uwagę bowiem od niego zależeć będzie najwięcej.

 

Zestawy śledziowe gotowe

Zgodnie z polskim prawem zestaw do połowu śledzi (w żargonie nazywany również choinką) może się składać z pięciu haczyków. Z jego nabyciem nie ma żadnego problemu, w każdym szanującym się sklepie wędkarskim dostaniemy zestaw przynajmniej jednego producenta [fot. 5]. Należy jednak zwrócić uwagę na wspomnianą ilość haczyków. Zdarza się, że zestawy te są sprowadzane z państw, w których dopuszczalna jest większa ich ilość, np. 6 lub 7. W przypadku kontroli nie pomoże nam tłumaczenie, że taki zestaw nabyliśmy w sklepie i po prostu zapłacimy mandat.

a)
b)
c)

Fot. 5 – Przykładowe gotowe zestawy śledziowe firm: Daiwa (a), Cormoran (b) i Jaxon (c).

 

Często jest tak, że sprzedawane zestawy śledziowe (a w zasadzie można to uogólnić do wszystkich sprzedawanych przynęt) mają bardziej cieszyć oko wędkarza, aniżeli wabić ryby. W zestawach tych montowane są przy hakach różnego rodzaju błyskotki, świecące w ciemności koraliki, połyskująca rybia skóra itp. Nasuwa się przy tym pytanie – czy te wszystkie dodatki tak naprawdę pomagają? Moja odpowiedź jest prosta – taki zestaw może kupić tylko początkujący amator lub turysta spędzający bez żadnego przygotowania urlop w miejscowości nadmorskiej. Ktoś kto ma już jakieś doświadczenie bardzo szybko zauważy jego mankamenty.

Podstawowym elementem wabiącym śledzie jest złoty haczyk. Poruszany w wodzie wabi ryby swym błyskiem i właśnie sam haczyk w zupełności wystarczy by osiągnąć sukces. Wszystkie montowane przy nim dodatki również połyskują, mienią się czy świecą w założeniu powodując wzrost brań. Czy jednak przyjrzał się ktoś, jak wygląda otaczająca haczyk rybia skóra po złowieniu np. 100 śledzi? Na skutek używania warstwa błyszcząca jest sukcesywnie zdzierana, skóra staje się sflaczała i w takim stanie otaczając haczyk ogranicza znacznie jego prezentację. A co jeśli na dodatek na haczyku pozostaną jeszcze ślady krwi po poprzednim śledziu? Efektem tego mamy osłonięty brudny haczyk, który po prostu nie błyszczy. Jak więc ma wabić kolejne ryby?

Osobiście wiele razy już widziałem łowców śledzi, którzy dziwili się dlaczego wokół wszyscy wyciągają po kilka ryb na raz, a na zakupione przez nich zestawy nic nie chce brać. Po zrobieniu rozeznania w akcie desperacji odcinali szybko wszystkie pseudobłyskotki pozostawiając gołe haczyki i dając sobie szansę na dogonienie sąsiadów. W końcu nie każdy ma zawsze przy sobie zapasowe zestawy – zwłaszcza początkujący wędkarz.

Wadą oferowanych gotowych zestawów jest również rozmiar haczyków. Są one zazwyczaj po prostu za małe. Uczepione na zestawie śledzie rzucają się na wszystkie strony i z małych haczyków bardzo łatwo spadają. Ponadto można zauważyć brak proporcji pomiędzy wielkością haczyka, a doczepionymi błyskotkami. Wspomniana zużyta rybia skóra potrafi osłonić haczyk w całości. Dokładnie to samo dotyczy wszystkich innych mocowanych przy haczykach ozdóbek.

 

Zestaw śledziowy własnej produkcji

Prawdziwemu wędkarzowi największą satysfakcję sprawia złowienie ryby przy użyciu własnego pomysłu zanęty, przynęty przemyślanych przez siebie różnych własnych patentów. Radość z osiągniętego wówczas sukcesu jest niewspółmiernie większa niż wtedy, gdy kupujemy w sklepie gotowe zestawy dla leniwych, które nie rzadko są po prostu gorszym rozwiązaniem. Stosując się więc do tej zasady spróbujmy zestaw śledziowy zrobić samodzielnie.

Żyłka główna

Grubość 0,25-0,30.

Krętlik

Wstawienie krętlika pomiędzy żyłkę główną i zestaw w niczym nie przeszkadza, a może czasem pomóc. Pamiętajmy, że śledzie będą się rzucać, obracać zestawem. Krętlik wyeliminuje możliwość skręcenia zestawu. Warto go założyć zarówno na własny zestaw jak i kupiony gotowy, który nie rzadko w tym miejscu jest zakończony jedynie pętelką.

Żyłka główna zestawu

Nie powinna być zbyt cienka, ale też nie może być zbyt gruba. Optymalną moim zdaniem jest żyłka o grubości 0,30mm.

Haczyki

Wybieramy mocne, złote i koniecznie kute. Nie należy bać się instalować haczyków większych rozmiarów. Ja używam najczęściej haczyków firmy Sak o rozmiarze 2 [fot. 6]. Mimo dużego rozmiaru bez problemu na haczyki te złowimy nawet małe szprotki, które bardzo często pojawiają się wraz z ławicą śledzi. Tak duże haczyki mają oczywiście większą powierzchnię błyszczącą, są w wodzie lepiej widoczne, a ponadto śledzie się na nich pewniej trzymają i ich zerwania są rzadsze.

Fot. 6 – Złote, kute haczyki firmy Sak, rozmiar 2.

 

Przypony

Na przypony można użyć dokładnie tej samej żyłki co na główną żyłkę zestawu. Jak zawiązać żyłkę na haczyku z łopatką myślę, że w tym miejscu opisywać nie będę. Każdy wędkarz nawet z niewielką praktyką na pewno zna podstawowy węzeł, a jeśli nie, to bez problemu znajdzie jego opis w internecie. Chciałem natomiast zwrócić w tym miejscu uwagę na wykończenie węzła. Przyglądając się gotowym kupionym zestawom można zauważyć, że w większości z nich węzły na haczykach są malowane czerwoną lub pomarańczową farbą. Podejrzewam, że ma to podwójne znaczenie: raz, że zmniejsza możliwość ich samoczynnego rozwiązania, dwa – ma być dodatkowym czynnikiem wabiącym.

O trwałość węzłów na wiązanych przeze mnie haczykach raczej nigdy się nie martwiłem. Natomiast czynnik wabiący postanowiłem przetestować. W tym celu zmontowałem trzy identyczne zestawy. W pierwszym nie ingerowałem w żaden sposób w węzły, pozostawiłem je niemalowane. W drugim pomalowałem je pomarańczowym fluorescencyjnym lakierem do paznokci, a w trzecim lakierem do paznokci przezroczystym, z dużą ilością błyszczącego brokatu. Wszystkie trzy zestawy testowałem tego samego dnia, na tym samym stanowisku przy zbliżonej aktywności śledzi. Punktem odniesienia ich aktywności był sąsiadujący wędkarz, który przez cały czas testu nie zmieniał swojego zestawu i łowił śledzie praktycznie ze stałym, identycznym natężeniem. Wynik testu był dla mnie pewnym zaskoczeniem. Pozostawienie haczyków niemalowanych zapewniało bardzo dobre wyniki. Zestaw z pomalowanymi węzłami na pomarańczowo zauważalnie brania osłabił. Strzałem w dziesiątkę natomiast okazała się dodatkowa błyskotka na węzłach pod postacią brokatu w bezbarwnym lakierze. Częstotliwość brań i ilość wyławianych jednocześnie śledzi wyraźnie się zwiększyły.

Mając już przygotowane przypony musimy je przywiązać do głównej żyłki zestawu. Jak to zrobić ukazuje poniższy zestaw zdjęć [fot. 7]. W celu lepszego zobrazowania i odróżnienia żyłki głównej od żyłki przyponu zostały użyte żyłki o różnych grubościach i różnych kolorach.

W pierwszym etapie wykonujemy pętelkę na głównej żyłce zestawu (a). Trzykrotnie przeplatamy przez nią żyłkę przyponu (b) i również robimy z niej pętelkę (c). Następnie żyłkę przyponu zaciskamy w taki sposób, by od węzła do haczyka jej długość wynosiła ok. 5cm (d). Jest to wystarczająca długość przyponu w zestawie. Jeśli aktualnie przywiązujemy drugi lub kolejny przypon jest to moment, w którym możemy przesunąć jego węzeł po żyłce głównej tak, by zapewnić właściwą odległość pomiędzy przyponami. Zaciskamy żyłkę główną zestawu (e), po czym z nadmiaru żyłki przyponu robimy wokół niej pętelkę i zaciskamy jak na zdjęciu (f). Nadmiar żyłki przyponu obcinamy (g), a następnie otrzymany węzeł zalewamy elastycznym klejem chemoutwardzalnym (ja użyłem bezbarwnego Poxipolu). Po utwardzeniu się kleju przypon jest mocno osadzony na żyłce głównej (h).

Fot. 7 – Sposób wiązania przyponu na żyłce głównej zestawu śledziowego.

 

Opisany węzeł w zupełności wystarcza, by zestaw się nie rozleciał. Pewne zdziwienie może wywoływać użycie kropli kleju na gotowym, zawiązanym węźle. Wbrew pozorom, nie chodzi o zwiększenie właściwości wytrzymałościowych węzła, aczkolwiek klej na pewno je poprawia. Przypomnę tu jednak, że bardzo często będziemy łowić śledzie w otoczeniu wielu wędkarzy z podobnymi zestawami. Często odległość pomiędzy łowcami śledzi to zaledwie 1m. Wystarczy, że każdy rzuci zestaw nieco dalej, popłynie on z nurtem i o zaczepienie nie trudno. Jeśli na dodatek w jeden z zestawów uderzy w tym czasie śledź, może dojść do takiego splątania, że jedynym rozsądnym wyjściem będzie odcięcie zestawów. Co jednak, jeśli zestaw któregoś z wędkarzy jest jedynym jaki posiada i na takowe odcięcie się nie zgadza? Będziemy siedzieć godzinę i rozplątywać zestawy, patrząc, jak inni w tym czasie napełniają wiaderka? Zastosowanie kleju na węźle ma właśnie na celu zminimalizowanie takiej sytuacji. Zauważyłem, że w większości przypadków, jeśli dochodzi do zaczepienia się zestawów sąsiadujących z sobą wędkarzy, przy rozplątywaniu najwięcej problemów sprawiają właśnie źle wykończone węzły łączące przypon z żyłką główną. Niezbyt krótko przycięty nadmiar żyłki przyponu stanowi świetny zaczep. Jeśli natomiast cały węzeł zostanie zalany klejem (wraz z nadmiarem żyłki przyponu), istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, iż zestaw sąsiada po prostu prześliźnie się po naszym węźle i do splątania nie dojdzie. W innym przypadku, nawet jeśli dojdzie do zaczepu na hakach to rozplątanie zestawów będzie dużo prostsze.

Żyłka użyta na przypon powinna być na tyle gruba, by przywiązany już przypon sztywno odstawał od żyłki głównej zestawu i samoczynnie nie opadał. Na trzymanym pionowo, obciążonym zestawie haczyk nie powinien sam z siebie dotykać żyłki głównej. Należy też zwrócić uwagę na rozstawienie przyponów w zestawie. Minimalną odległość pomiędzy przyponami wyznacza nam ich długość. Odległość ta musi być tak dobrana, by podczas normalnego używania zestawu nie doszło do zaczepienia haczyków z dwóch sąsiadujących z sobą przyponów. Jaka natomiast jest optymalna odległość między przyponami? Tu sprawa nieco się komplikuje.

Jeśli odległości pomiędzy przyponami będą większe, zestawem będziemy mogli spenetrować większy obszar wody. Jest to zasadnicza zaleta. Załóżmy więc, że łowimy na pirsie w Nowym Porcie w Gdańsku i rozstaw przyponów jest taki, iż cały nasz zestaw ma długość 1,5m. Wyciągamy zestaw z wody i na wszystkich hakach mamy rzucające się śledzie. By wszystkie zdjąć, po pierwsze potrzebujemy chwilę czasu, a po drugie – musimy ręką sięgnąć zarówno do śledzia zahaczonego najwyżej (wyciągając rękę w górę) jak i najniżej (często nawet kucając). W Nowym Porcie mamy sporo przestrzeni, możemy manewrować wędką, możemy w trakcie zdejmowania śledzi przekręcić kołowrotek, by ułatwić sobie dostęp. W końcu nawet, jeśli na skutek rzucania się, jakiś śledź nam spadnie, bez problemu go przechwycimy, zanim się ześliźnie z pirsu z powrotem do wody. A teraz wyobraźmy sobie kaszycę na Górkach Zachodnich w Gdańsku. Jej szerokość to 1m z czego część, na której można stać, ma szerokość ok. 0,8m. Łowimy tuż przy jej konstrukcji, w odległości 1-2m na głębokości ok. 1,5-2m. W takim przypadku aż się prosi by zastosować zestaw z dużo mniejszym rozstawem przyponów. Na tak wąskiej konstrukcji trudno jest manewrować wędką zdejmując śledzie z haków, znaczna ich część będzie spadać od razu do wody. Manewry wędki i używanie kołowrotka należy więc ograniczyć do minimum. Zakładamy więc w takim przypadku zestaw, którego długość nie przekroczy 1m. Na takiej płyciźnie jest to wystarczająca długość by spenetrować wodę, a wyciągając zestaw z kilkoma śledziami wszystkie mamy w zasięgu jednej ręki.

Uwzględniając powyższe informacje, warto jest więc przed sezonem śledziowym przygotować sobie kilka zestawów śledziowych, by być przygotowanym na każdą ewentualność. W końcu tak naprawdę nie wiadomo, gdzie przyjdzie nam łowić.

Agrafka

Agrafkę z krętlikiem lub bez (krętlik nie ma tu specjalnego znaczenia) montujemy na końcu zestawu w celu uzyskania możliwość łatwej i szybkiej wymiany ciężarka.


  

Ciężarek

Jeszcze do niedawna uważałem, że rodzaj ciężarka nie ma specjalnego znaczenia. Ma on w końcu za zadanie jedynie ściągać prowadzony zestaw w kierunku dna. Ale czy tylko? Dopiero obserwacja innych wędkarzy i eksperymenty własne wykazały, że nie takie to proste.

Podstawowym parametrem, jaki musimy niestety ustalić eksperymentalnie, jest masa ciężarka. Nie może być on zbyt ciężki, by zestaw nie opadał na dno zbyt szybko. Nie może też być zbyt lekki, by zestawu nie porywał nurt wody. Ponadto masa ciężarka będzie zależała od głębokości łowiska oraz od tego, czy śledzie znajdują się przy dnie, czy też pływają w toni. Łowiąc blisko (np. przy samej krawędzi pirsu), na tym samym stanowisku początkowo możemy mieć brania przy dnie, co będzie wymagało ciężarka o większej masie. Po jakimś czasie ławica może znajdować się znacznie wyżej i zestawu do dna w ogóle nie będziemy spuszczać. Zbyt ciężki ciężarek będzie mocniej wyginać szczytówkę i ataku małego śledzia czy szprotki w ogóle możemy nie wyczuć. Ponadto w takim przypadku zestaw będzie bardziej naprężony, co jak zauważyłem, w jakiś sposób zmniejsza ilość brań. Posłużę się tu przykładem – któregoś dnia łowiąc śledzie przy samym pirsie w Nowym Porcie miałem założony ciężarek o masie 30g. Brania były, ale rzadsze niż u sąsiadów. Zmniejszyłem ciężar do 25g i tak niewielka zmiana masy na tyle zwiększyła mi ilość brań, że dorównywałem innym wędkarzom. Łowiąc śledzie w różnych miejscach i różnych warunkach, eksperymentując z masą obciążenia doszedłem do wniosku, iż właśnie ciężarek o masie 25g jest najbardziej optymalnym.

Może też mieć miejsce taka sytuacja, że śledzie będą oddalone nieco od brzegu i będziemy musieli rzucić zestaw dalej, a to z kolei będzie wymagało jeszcze innego obciążenia.

Podsumowując kwestię masy ciężarka musimy pamiętać by wybierając się na śledzie mieć zawsze przy sobie kilka ciężarków o różnych masach. Musimy być przygotowani na konieczność wielokrotnej zmiany ciężarka i właśnie dlatego istotne jest zamontowanie na końcu zestawu agrafki, która nam to w prosty i szybki sposób umożliwi.

Najpopularniejszym, najczęściej stosowanym w zestawach śledziowych ciężarkiem była jest i chyba będzie zwykła ołowiana łezka [fot. 8a]. Od tego ciężarka sam zaczynałem i z powodzeniem używam go po dzień dzisiejszy. Jeśli więc ktoś nie ma ochoty na eksperymenty z czystym sumieniem może założyć go zarówno na zestaw gotowy, jak również zestaw własnej produkcji.

Wpisując w dowolną wyszukiwarkę internetową hasło „ciężarek śledziowy” i przeglądając wyniki wyszukiwania, trafiamy na oferowane przez sklepy wędkarskie malowane białą i czerwoną (lub pomarańczową) farbą płaskie ciężarki o wydłużonym stożkowym kształcie [fot. 8b]. Masa tych ciężarków waha się w przedziale od 30 do 80g. Niektórzy producenci naklejają jeszcze w ich środkowej części folię holograficzną. Kształt tych ciężarków ma za zadanie umożliwienie dalekich rzutów, a barwy ściągnięcie śledzi w pobliże zestawu nawet ze znacznych odległości. Ciężarki te wydają się mieć profesjonalny wygląd i prawdę mówiąc, co do kształtu sprzyjającego dalekim rzutom jestem w stanie się zgodzić. By ubarwienie w czymś pomagało natomiast, nie zauważyłem. Jeśli jednak te barwy mają jakieś znaczenie, to taki ciężarek można uznać za jednorazówkę, bowiem po jednym dniu łowienia i uderzania nim o kamieniste dno oraz różne inne przeszkody, cała farba z niego schodzi. Ciężarki tego typu nadają się do połowu śledzi na dużych głębokościach i wszędzie tam, gdzie trzeba daleko rzucić. Do połowu tuż przy stanowisku, zgodnie z tym o czym napisałem wyżej, widać, że ich masy są po prostu zbyt duże. W miejscach, o których mowa w niniejszym opracowaniu, gdzie głębokość z reguły nie przekracza 5m, po prostu się nie sprawdzają. Potwierdzeniem tego być może będzie fakt, iż na dziesiątki (jeśli nie setki) wędkarzy łowiących śledzie (których miałem okazję obserwować) takich ciężarków używało może dwóch czy trzech i efektami w specjalny sposób się nie wyróżniali.

a) b)

Fot. 8 – Najpopularniejsze ciężarki do zestawów śledziowych.

 

Łowiąc śledzie i nabierając doświadczenia, można zauważyć ciekawe zjawisko. Otóż przez dłuższy czas może nic się nie dziać, a w chwili gdy w zestaw uderzy jeden śledź zaraz uderzają kolejne. Podczas trzymania wędki w rękach jest to wyraźnie odczuwalne. W efekcie, wyciągając zestaw, mamy na nim nie jednego śledzia, a dwa, trzy, a nawet pięć. To spostrzeżenie pozwoliło komuś wpaść na pomysł, by spróbować oszukać śledzie i zamiast zwykłego ciężarka jako obciążenie zestawu założyć blachę stosowaną przez spinningistów [fot. 9a]. Blacha ta podczas opadu na dno i podczas podrywania imituje do pewnego stopnia ruchy śledzia, a tym samym wabi w pobliże inne śledzie. Bez problemu można kupić takie blachy w różnych rozmiarach, a tym samym w różnych masach. Wystarczy z kółka łącznikowego zdjąć kotwicę i mamy gotowe do założenia na zestaw obciążenie. Z uwagi jednak na dużą płaską powierzchnię opad takiego ciężarka będzie znacznie wydłużony w porównaniu np. do łezki o tej samej masie. Jeśli więc śledzie będą brały przy dnie, takie rozwiązanie może nam bardziej szkodzić niż pomagać, a przynajmniej wydłużać czas do uderzenia pierwszego śledzia.

a) b)

Fot. 9 – Eksperymentalne obciążenia zestawów śledziowych.

 

Na ciekawy pomysł wpadł mój kolega z pracy. Ciężarek jest całkowicie jego produkcji, a przypomina kształtem element pilkera typu „parasolka” [fot. 9b]. Otóż jest to miedziana, chromowana rurka o średnicy 10mm zalana ołowiem, a następnie ścięta po obu stronach pod kątem 45 stopni. Mały otworek z jednej strony umożliwia założenie kółka łącznikowego, którym ciężarek łączy się z zestawem. Chromowana powierzchnia takiego ciężarka jest tak samo błyszcząca (i również świetnie wabi śledzie) jak powierzchnia blachy spinningowej, a ma tę wyższość, że szybciej opada na dno.

 

Modyfikacja zestawu

Sezon śledziowy 2010 dobiegał końca. Śledzie z łowisk w Zatoce Gdańskiej już odpływały po tarle, a ja wciąż czułem jakiś niedosyt. Padła propozycja ostatniego wypadu na śledzie na Górki Zachodnie. To był późny wieczór, nie byłem przygotowany na połów następnego dnia, ale prawdziwego wędkarza długo namawiać nie trzeba. Oczywiście zgodziłem się. Postanowiłem jednak znowu zaeksperymentować i zrobić coś na szybkiego uwzględniając dotychczasowe doświadczenie i wiedzę. Usiadłem, popatrzyłem, stwierdziłem, że nie mogę zbyt wiele zrobić w tak krótkim czasie, ale…

Ciężarka przypominającego element pilkera typu „parasolka” nie miałem. Wykorzystywać blachę spinningową jako obciążenia próbowałem, ale ten wolny opad mnie raził. Chciałem jednak zamontować coś, co będzie imitować śledzia i wabić kolejne. Po chwili siedzenia wymyśliłem to, co umieściłem na poniższym zdjęciu [fot. 10].

Fot. 10 – Błyskotka mająca imitować śledzia.

 

Na odcinek izolacji z przewodu elektrycznego o długości ok. 7cm nawinąłem wysmarowany klejem chemoutwardzalnym (Poxipol) pasek folii aluminiowej o wymiarach mniej więcej 6 x 15cm. Nawinąłem go w taki sposób, by całość była lekko spłaszczona, a izolacja z przewodu przechodziła przez środek. Gdy tak zrobiony element bazowy utwardził się, na spłaszczone boki nakleiłem paski folii holograficznej, a wszystkie nie objęte nią krawędzie, brzegi i inne rejony pomalowałem przezroczystym lakierem do paznokci z błyszczącym brokatem. Całość jest może mało estetyczna, jednak została wymyślona i zrobiona w przeciągu godziny z tego, co było pod ręką. Zabierając się, za tę błyskotkę chciałem by była lekka i dzięki temu w niczym nie przeszkadzała podczas prowadzenia zestawu, a jednocześnie by błyszczała i wabiła śledzie. Izolacja z przewodu elektrycznego jest tu rurką, przez którą przepuszcza się żyłkę zestawu. Mój zmodyfikowany zestaw w rezultacie wyglądał tak, jak na poniższym rysunku.

Błyskotki wg powyższego opisu założyłem pomiędzy krętlikiem (łączącym zestaw z żyłką główną) i pierwszym hakiem oraz pomiędzy ostatnim hakiem i agrafką służącą do zakładania ciężarka. Nie zostały one zamontowane na sztywno, miały możliwość przesuwania się po żyłce zestawu, jednak ich ruchy były ograniczone stoperami. Chodziło o to, by błyskotka nie mogła mieć bezpośredniego kontaktu z sąsiadującym z nią hakiem.

Podczas ostatniej wyprawy na śledzie w kwietniu 2010 r. na Górki Zachodnie wraz z dwoma kolegami staliśmy na odcinku kaszycy nie dłuższym niż 6m. Można więc z czystym sumieniem powiedzieć, że cała nasza trójka miała identyczne szanse. Jeden z kolegów miał komercyjny, krytykowany przeze mnie zestaw, a drugi – zestaw w prawdzie własnej roboty, ale bez żadnych dodatków. Po zejściu z łowiska podsumowaliśmy połów i okazało się, że ja mam dwa razy tyle śledzi, co oni dwaj razem wzięci. W chwili gdy ja łowiłem po jednym śledziu oni nie mieli żadnych brań. Gdy oni mieli po jednym śledziu, ja wyciągałem po 3 czy 4.


 

6. Technika prowadzenia zestawu

 

Przyglądając się łowiącym śledzie, od razu można wyczuć ich preferencje wędkarskie. Inaczej będzie prowadzić zestaw wędkarz zamiłowany w spinningu, inaczej np. poławiacz dorszy z kutra. Generalnie można powiedzieć, że każda technika jest dobra, jeśli prowadzi do złowienia śledzia i myślę, że nie ma się co nad tym rozpisywać. Każdy, chcąc łowić śledzie, prędzej czy później będzie jednak musiał iść na pewien kompromis – jeśli śledzie będą oddalone, to poławiacz dorszy będzie musiał rzucać zestaw dalej i stosować techniki spinningowe, np. podwójne podrzucenie i oczekiwanie na opad. Z kolei spinningista będzie musiał machać kijem góra-dół tak, jak zestawem dorszowym na kutrze, gdy śledzie będą przy samym pirsie.

Należy tu jednak zwrócić uwagę na to, co się dzieje w chwili uderzenia pierwszego śledzia. Niektórzy instynktownie od razu zwijają zestaw i wyciągają jedną sztukę. Tylko po co w takim razie mają na zestawie pięć haków? Aby zwiększyć szanse na złowienie jednego śledzia? Nie! Po to, by złowić ich za jednym zamachem więcej. I w związku z tym pamiętajmy, że gdy uderzy pierwszy śledź nie ściągamy szybko zestawu od razu tylko czekamy aż zaatakują kolejne. Należy to jednak zrobić z rozwagą. Zestaw w tym momencie możemy zacząć ściągać jednak na tyle wolno, by kolejne śledzie mogły uderzyć w wolne haki, a jednocześnie, by nie mogły one splątać zestawu. Pamiętajmy, że każdy z zahaczonych śledzi będzie próbował uciekać w inną stronę i jeśli zestaw nie będzie w ogóle ściągany, możemy go w pewnym momencie po prostu stracić.

Któregoś dnia łowiąc śledzie, po zarzuceniu zestawu poczułem lekkie uderzenie i w tym momencie odezwała się moja komórka. Zestaw pozostawiłem w wodzie, po czym odebrałem połączenie. Gdy skończyłem rozmawiać, z wielkim trudem zacząłem kręcić kołowrotkiem. Po chwili oczom moim ukazał się kłębek śledzi otoczonych całkowicie poplątanym zestawem i żyłką główną. Jedyne co można było zrobić, to poprzecinać żyłkę w wielu miejscach, by oswobodzić ryby, a zestaw nadawał się do wyrzucenia.

Omawiając technikę prowadzenia zestawu, myślę, że dobrze będzie wspomnieć też o szybkości łowienia śledzi. Miejsca, w których będziemy łowić są specyficzne. Wokół nas cały czas będzie panował ruch jednostek pływających. Co chwilę będzie przepływać jakiś kuter, barka, holowniki będą wprowadzać statki do portu czy też je z niego wyprowadzać. Taki ruch na pewno będzie wpływać na migrację ławicy – raz będzie ona przeganiana z obrębu naszego łowiska, innym razem przepływająca jednostka może nam tę ławicę podprowadzić. I w związku z tym ma właśnie znaczenie szybkość, z jaką będziemy śledzie zdejmować z haków i zanurzać zestaw ponownie w wodzie. W danym momencie możemy mieć branie za braniem, każde zanurzenie zestawu może dawać nam kilka śledzi. Za chwilę jednak może przepłynąć jakiś statek, przegonić ławicę i zanim powróci ona w to samo miejsce, przez godzinę lub dłużej możemy nie mieć ani jednego brania. Fakt obecności ławicy przy naszym stanowisku należy więc umiejętnie i szybko wykorzystać.

 

7. Kultura łowienia

 

Być może jest to dziwny temat jak na niniejsze opracowanie, jednak widząc nieraz, co się dzieje w miejscach połowu śledzi, postanowiłem i o tym wspomnieć. Mam nadzieję, że osób, które będą miały okazje przeczytać moje spostrzeżenia w ogóle to nie będzie dotyczyło, ale być może poniższym uczulę nowicjuszy na pewne aspekty związane z tematem, a wędkarzom z doświadczeniem nieco szerzej otworzę oczy.

Wg przepisów morskich (patrz §11 TUTAJ) pomiędzy osobami prowadzącymi połowy z brzegu zwykłą wędką powinna być zachowana odległość 20m, a w przypadku połowów spinningiem – 50m. Jak ma się więc do tego fakt, iż w szczycie brań śledzi wędkarze na pirsach są oddaleni od siebie średnio co 1m, a np. w Nowym Porcie w Gdańsku w miejscu w tutejszym żargonie nazywanym „amboną” na odcinku 2m stoi 6 osób i każda macha kijem?

Mówiąc o powyższym, nie chcę krytykować przepisów, nie chcę też negować połowu śledzi w większym zagęszczeniu. Z reguły każdy z wędkarzy i tak jest w stanie wówczas łowić, a przy umiejętnym prowadzeniu zestawu do splątania z sąsiadami nie dojdzie. Niech każdy ma szansę, by w sezonie zasmakować takiego wędkarstwa, niech każdy złowi regulaminową ilość śledzi. Mam w tym miejscu tylko jedną uwagę – skoro regulamin jest taki, jaki jest, to przychodząc na łowisko i chcąc się gdzieś wcisnąć ze swoim sprzętem przynajmniej zapytajmy się: „Dzień dobry, czy można tu stanąć”? Z reguły nikt nie odmówi, a taką postawą damy dobry przykład, nie zachowamy się po chamsku. Obserwując zachowania niektórych osób z wędkami (celowo nie nazywam ich tu wędkarzami) stwierdzam, że są tacy, którym wydaje się, że wszystko im wolno. Przychodzi taki człowiek i mówi „Panie, ja tu wczoraj łowiłem, to jest moje miejsce”. Inny wciska się między dwóch wędkarzy bez pytania i rozkłada wędkę z przyczepionym zestawem zawierającym 10 haczyków. Nie dość, że łamie prawo, to jeszcze nieustannie się plącze z innymi. Po jakimś czasie ma miejsce kontrola i okazuje się, że żaden z nich nie ma nawet zezwolenia wędkarskiego.

Łowiąc śledzie pamiętajmy też, że w porcie na pirsie pierwszeństwo mają zawsze jednostki pływające, a nie wędkarze. Demonstracyjne wyrażanie sprzeciwu czy chociażby niezadowolenia z tego, że jakiś np. kuter chce przycumować w miejscu, w którym my mamy zanurzony zestaw mija się z celem i nie świadczy dobrze o wędkarzu. Byłem już jednak świadkiem i takich zachowań.

Kultura na łowisku i zachowanie powinny wyróżniać prawdziwego wędkarza. Inną sprawą, na którą chciałem zwrócić uwagę jest czystość stanowiska. Pamiętajmy, że nasze miejsca połowu śledzi nie są przeznaczone stricte dla wędkarzy, często są to pirsy tuż przy deptaku dla spacerowiczów i turystów. Jak ma się czuć osoba, która wybrała się na spacer, przysiądzie sobie na ławeczce, by powdychać świeże morskie powietrze, a wszędzie wokół będą pozostawione cuchnące już śledziowe łuski? Wiadomo, że podczas połowu, zanim śledź trafi do wiaderka, część swojej łuski może stracić. Jeśli np. śledź spadnie z haka przed zdjęciem, jego łuski będzie pełno wokół całego stanowiska. Zabierzmy więc zawsze ze sobą na połów jakąś szmatę i po skończonym połowie po sobie posprzątajmy. Weźmy pod uwagę fakt, iż istnieją już miejsca publiczne, w których do niedawna można było łowić, a obecnie jest całkowity zakaz połowu. Nie doprowadzajmy swym zachowaniem do tego, by takich miejsc pojawiło się więcej.

Kontynuując temat łuski chciałem zauważyć, że niektórzy wędkarze złowione śledzie wrzucają do wiaderka, ale wyłożonego w środku dopasowaną siatką wędkarską. Po zakończeniu połowu chwytają ją i zanurzają wielokrotnie w wodzie. Znaczna część łuski wówczas schodzi ze śledzi, przechodzi przez oczka w siatce i pozostaje na łowisku. Osobiście do tej metody wstępnego oczyszczania śledzi podchodzę z dystansem. W prawdzie łuska ta będąc naturalną częścią śledzi, dla lokalnego środowiska wodnego nie powinna stanowić żadnego zagrożenia, jednak po takiej operacji unosi się ona przez dłuższy czas na powierzchni wody. Jej nurt przesuwa utworzony z łuski kołnierz wprost pod wędki sąsiadujących wędkarzy co może w pewnym stopniu zmniejszyć efektywność ich łowienia. Jeśli więc nie jesteśmy na łowisku sami, nie zachowujmy się egoistycznie. Proponuję, z uwagi na innych wędkarzy, powstrzymać się od tego rodzaju zabiegu lub ewentualnie na tyle się oddalić, by płucząc śledzie, nikomu w niczym nie przeszkodzić.

 

8. Po powrocie do domu

 

Udany, fantastyczny dzień, obłowiliśmy się śledzi za wszystkie czasy, przepełnia nas radość. Ale co dalej? Wracamy, a tu żona chce nas wyrzucić z domu lub w najlepszym razie stwierdza: „Nałowiłeś to teraz to oczyść”! Namęczyliśmy się, bolą nas plecy, ręce, a tu jeszcze trzeba czyścić. Może jednak nie będzie tak źle, wystarczy, że zabierając się za śledzie zapomnimy o metodach czyszczenia np. ryb słodkowodnych (z użyciem noża czy tarki do ściągania łuski) i użyjemy nieco innego sprzętu. Poniżej moja wypracowana i bardzo skuteczna metoda szybkiego oczyszczania śledzi.

Zabierając się za śledzia, nie przejmuję się w ogóle łuską. Chwytam go lewą ręką (zaznaczam, że jestem praworęczny) tak, by jego łeb był skierowany w kierunku kciuka. Nożycami do cięcia kurczaka obcinam mu lewą płetwę piersiową, obracam go i obcinam prawą. Wszystkie pozostałe płetwy na tym etapie zostawiam. Następnie obcinam łeb, po czym obracając odpowiednio śledzia rozcinam mu brzuch na całej długości i kciukiem lewej dłoni, jednym ruchem w dół, usuwam wszystkie jego wnętrzności. Tak oprawionego śledzia wrzucam do jakiegoś pojemnika (np. do wiaderka czy garnka) z wodą. Chcę zauważyć, że postępując w ten sposób ani razu nie użyłem noża, wszystkie cięcia wykonywałem wspomnianymi nożycami. To właśnie ich zastosowanie sprawia, że po krótkiej wprawie można w opisany sposób oprawić nawet cztery śledzie na minutę.

A co dalej? Mając większą ilość tak wstępnie oprawionych śledzi, bierzemy każdego osobno i pod wodą w pojemniku przecieramy palcami. W ten sposób bez problemu usuniemy wszelkie niechciane pozostałości łącznie z łuską. Nawet kilka łusek mogących pozostać przy samym ogonie z łatwością usuniemy lekko pocierając ich okolice paznokciem. Po tej operacji w pojemniku pozostanie nam woda z krwią, którą wylewamy, a łuskę zgromadzoną na dnie wyrzucamy do śmietnika (odradzam wylewanie wszystkiego wraz z łuską do zlewu lub WC, ponieważ może być w następstwie potrzebna pomoc hydraulika).

W efekcie otrzymujemy tusze, które praktycznie wymagają jedynie ponownego przepłukania wodą, gdyż mogą jeszcze w sobie zawierać trochę krwi. W zależności od dalszego przeznaczenia możemy ewentualnie poobcinać pozostałe płetwy, specjalnie się już przy tym nie brudząc. Celowo ich nie obcinałem od razu, ponieważ niektórzy uwielbiają usmażone śledzie wraz z zarumienionymi, chrupiącymi płetwami.

 

9. Uwagi i rady dodatkowe

 

  • Podczas łowienia zestawem śledziowym często zdarza się też złowić szprotki. Podążają one w mniejszych lub większych ilościach wraz z ławicą śledzi. Niektórzy wypuszczają je do wody, inni zabierają, twierdząc, że w occie są smaczniejsze od śledzi. Jeśli jednak zdecydujemy się na ich zabranie, a w planach mamy za jakiś czas wyprawy na belonę czy sandacza, dobrze jest przynajmniej ich część zamrozić. Szprotki jednak są na tyle delikatne, że trzeba to zrobić umiejętnie, by po rozmrożeniu nie okazało się, że są sflaczałe i nie trzymają się haczyka. A tak właśnie może się zdarzyć, jeśli zamrozimy je bez wstępnego osuszenia. W tym celu wystarczy je dokładnie wytrzeć ręcznikiem papierowym do suchości. Następnie szprotki rozkładamy na odcinkach ręcznika papierowego, np. po 6-10 szt./odcinek, zwracając uwagę na to, by się z sobą nie stykały [fot. 11].

    Fot. 11 – Szprotki rozłożone na papierowym ręczniku w celu zamrożenia.

     

    W ten sposób rozłożone na ręczniku szprotki, po całkowitym zamrożeniu, możemy warstwami spokojnie poukładać w jakimś pudelku, które dalej będziemy trzymać w zamrażarce. Gdy zajdzie potrzeba, z pudełka wyciągamy jeden czy dwa arkusze ręcznika (zależnie od potrzebnej ilości) wraz z rozłożonymi szprotkami. Zanim dojedziemy na łowisko szprotki będą już rozmrożone i gotowe do użycia na przynętę. Z łatwością będą odchodziły od papierowego ręcznika pozbawione najmniejszych śladów uszkodzenia, a swą twardością dadzą nam możliwość wielokrotnego zarzucenia zestawu bez obawy, że przynęta nam spadnie z haczyka.

 

  • Jeśli zamierzasz łowić śledzie więcej niż jeden raz, postaraj się mieć zawsze jakiś punkt odniesienia dla jakości haczyków. Łowiąc gotowym zestawem kupionym w sklepie przed kolejna wyprawą na śledzie, porównaj używany już zestaw z nowym, nie używanym. Jeśli haczyki lub zamontowane przy nich błyskotki już się nie błyszczą, nie używaj tego zestawu ponownie, bowiem tylko stracisz czas. Prawdopodobnie złowisz trochę śledzi, ale ilość ta będzie dużo mniejsza, niż przy zastosowaniu zestawu nowego. To samo tyczy się zestawów własnej produkcji – porównaj zamontowane na nim haczyki z nowymi z paczki. Jeśli się już tak nie błyszczą, jeśli masz wrażenie, że złota warstwa została starta – zmień je na nowe.

 

  • Wybierając się na śledzie, warto znać pewne przeliczniki, które w jakimś stopniu z mniejszą czy większą dokładnością pozwolą nam określić, ile już ich złowiliśmy. W końcu nie każdy zabiera z sobą na łowisko wagę, by kontrolować, czy już wyczerpał swój limit połowowy, czy też jeszcze kilka sztuk może złowić. Otóż można przyjąć, że średnio 20 śledzi waży ok. 1kg. Będą zdarzały się nam oczywiście sztuki większe (np. 30cm) i zarazem cięższe, jak i mniejsze (np. 20cm) – lżejsze. Ale powyższy przelicznik uśredniający pozwala nam określić wagę całego połowu z dokładnością do 10%. Zliczanie jednak śledzi wrzucanych do wiaderka jest mało praktyczne i uciążliwe. Łatwo się pomylić, poza tym wybierając się na śledzie naszym celem jest łowienie, a nie liczenie. Znacznie korzystniej jest zastosować inne rozwiązanie. Wystarczy mianowicie wziąć ze sobą wiaderko o pojemności 10 litrów. Śledzie zapełniające po brzegi wiaderko o tej pojemności będą ważyły dokładnie 10kg czyli wyczerpiemy tym samym dopuszczalny dzienny limit połowowy.

 

10. Źródła

 

-       Fot. 2b – Google Earth.

-       Fot. 5a, b, c – Internet.

-       Wszystkie pozostałe fotografie, rysunki oraz tekst – opracowanie własne.

 

Tomasz Polak

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

Komentarze  

 
#1 Tomasz 2014-04-16 11:44
Witam serdecznie.
Świetny artykuł. Gratuluję. Chciałbym podzielić się (wydaje mi się) lepszym i szybszym sposobem na czyszczenie dużej ilości śledzi. Mój czas czyszczenia wynosi ok 8 s sztuka.
Również jestem praworęczny i rozpoczynam od złapania śledzie lewą ręką brzuszkiem do góry głową w kierunku kciuka. Następnie małym nożykiem (używam nożyka do warzyw z ostrzem 10-12 cm- ostry!) rozcinam brzuszek rozpoczynając nacięcie od odbytu śledzia do samych skrzeli. Następnie obracam rybkę grzbietem do góry, za głową nacinam rybkę w poprzek do kręgosłupa uważając aby nie przeciąć kręgosłupa. Odkładam nożyk i w miejscu przecięcia przełamuję kręgosłup w dół oraz pociągam za głowę obrywając płetwy skrzelowe. Za oberwaną głową podążają wszystkie wnętrzności łącznie z czarną błonką chroniącą jamę brzuszną. Rybka w środku jest idealnie czysta. Tak oczyszczone tuszki wrzucam do oddzielnego wiaderka i po napełnieniu go do 1/3 objętości zalewam niewielką ilością wody i mieszam obiema rękoma oczyszczone tuszki. Praktycznie po 2 min. mieszania tuszki są oczyszczone ze wszystkich łusek. Polecam ten sposób spróbujcie a już nigdy więcej nie użyjecie innej metody. Pozdrawiam Tomasz
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Powrót